Obudziłam się po ciemku, wzdrygając się gwałtownie. W domu było cicho,
pomijając lekkie skrzypienia, jakie domy wydają nocą. Na zewnątrz wiatr poruszał podeschniętymi liśćmi drzew; dosłyszałam też cichy śpiew i muzykę dobiegające zza zamkniętych drzwi.Wstałam, po omacku szukając telefonu. Komórka leżała obok łóżka na stoliku nocnym.Wzięłam ją i podświetlając sobie drogę wyświetlaczem, ruszyłam do kontaktu i zaświeciłam światło.Włożyłam czystą bieliznę, wczorajsze dżinsy, czarną bluzkę znalezioną w wielkiej szafie i włożyłam ciepłe skarpetki.Zerknęłam w lustro nad komodą i ujrzałam dziewczynę z wielkimi,przestraszonymi, ciemnymi oczami z burzą czarnych loków.Opuchlizna z oka już prawie zeszła, ale kilka siniaków na rękach i nogach jeszcze nie zeszło. Moja twarz - zawsze blada - wydawała się jeszcze bledsza niż zwykle. Wyglądałam jak dziewczyna zaniedbana, zmęczona i bezdomna.
No cóż, przecież nie odbiegało to od prawdy.
Odetchnęłam głęboko i otworzyłam drzwi sypialni. Na korytarzu paliły się światła, ciepłe i złotawe, a muzyka dobiegała z dołu, z salonu. Zerknęłam na zegar wiszący na ścianie; było już po północy -przespałam ponad czternaście godzin.
A na dodatek opuściłam wszystkie dzisiejsze zajęcia. Nie miałam ochoty pokazywać się na uczelni w tym stanie, nawet gdybym nie bała się, że Julia będzie się za mną snuła... Ale później będę musiała przysiąść nad książkami. Kostka nadal dokuczała mi najbardziej, z każdym krokiem przeszywając
nogę igłami bólu. Byłam już w połowie schodów, kiedy zobaczyłam chłopaka siedzącego na kanapie, tam gdzie wcześniej wylegiwał się Will. W rękach miał gitarę. Cicho nucił pod nosem tekst piosenki. Mimo, że śpiewał cicho, w połączeniu z melodią graną przez niego na gitarze, brzmiało to pięknie. Jak śpiew ptaków w ciepły, sobotni poranek. Przyjemnie i słodko.
Obserwowałam go, stojąc jak wryta, bo najwyraźniej jeszcze mnie nie zauważył; był tam tylko on, gitara, jego śpiew i muzyka, a gdybym chciała jakoś określić to, co widziałam w wyrazie jego twarzy, musiałaby użyć jakiegoś poetycznego słowa. Był blondynem, włosy miał ostrzyżone na krótko . Nie był tak postawny jak Will, ani tak muskularny, chociaż tak samo wysoki.Nosił Tshirt, biały, z logo jakiegoś zespołu.Czarne dżinsy. Był na bosaka. Przerwał grę i śpiew, opuścił głowę i sięgnął po stojące na stoliku otwarte piwo. Pociągnął solidnego łyka,westchnął i odstawił puszkę.
Odkaszlnęłam. Obrócił się i mnie zobaczył. Zobaczyłam w jego oczach zdziwienie, które później zmieniło się w zrozumienie.
- Aha. To ty chciałaś pogadać w sprawie pokoju. Tessa mówiła. Chodź, usiądź.
Zeszłam, usiłując nie utykać, a kiedy weszłam w krąg jasnego światła, zobaczyłam, jak szybkim spojrzeniem inteligentnych szarych oczu skwitował moje siniaki.Uniósł jedną brew do góry, ale nie skomentował mojego wyglądu.
- Jestem Michael - przedstawił się. - A ty nie masz osiemnastu lat, więc ta rozmowa będzie bardzo krótka.
Usiadłam, z walącym sercem.
- Jestem na studiach - powiedziałam. - Na pierwszym roku. Nazywam się Alyssa
Danvers i mam siedemnaście lat.
Chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią.
-No dobra. Tessa i Will już się zgodzili, więc i ja nie mam wyboru.-westchnął-Czynsz to stówa miesięcznie - powiedział. - Raz na miesiąc robisz też zakupy spożywcze. Pierwszy miesiąc z góry.
Byłam taka wdzięczna że aż go uściskała. Przez chwilę stał zdziwiony i spięty, później rozluźnił się i odwzajemnił uścisk. Było w nim coś takiego dorosłego. Przypominał mi starszego brata, którego nigdy nie miałam.
-Dziękuję.- wyszeptałam.
-Nie ma za co,mała.
Uświadomiłam sobie że przytulam całkiem obcego faceta, zaczerwieniłam się i odeszłam szybko od niego. Uśmiechnął się zniewalająco i puścił mi oko.
- Witaj w Domu Smithów, Alysso Danvers.
Uśmiechnęłam się do niego, zostawiłam pieniądze na stole i wróciłam do swojego nowego pokoju. Rozłożyłam książki na wbudowanym we wnękę biurku i zaczęłam się uczyć. Nasłuchiwałam, jak Michael grał na dole i przy tym miłym akompaniamencie zatopiłam się w swoim ukochanym świecie.
Ranek wstał słoneczny,obudził mnie zapach smażonego bekonu. Szłam do łazienki na końcu korytarza, ziewając. Prawie zapomniałam, że mam na sobie tylko dość długi T-shirt, aż nagłe się ocknęłam: Boże, przecież tu mieszkają faceci. Na szczęście nikt mnie nie widział, a łazienka była wolna. Ktoś już w niej dziś rano urzędował: lustra nadal były zaparowane, a wielkie czarno-białe wnętrze połyskiwało od skroplonej wody. Ale pachniało czystością. I czymś waniliowym.
Kiedy mydliłam się i spłukiwałam pod prysznicem, odkryłam, że ten waniliowy zapach to szampon. A kiedy przetarłam lustro i przyjrzałam się sobie, zobaczyłam, że mam sińce na całym ciele. "Mogłam tam zginąć. Miałam jednak szczęście,"- pomyślałam.
Znów włożyłam T-shirt, a potem pognałam do swojego pokoju włożyć majtki. Jeszcze były wilgotne, ale nie miałam wyboru, a potem włożyłam dżinsy.
Tknięta jakimś impulsem, otworzyłam szafę i znalazłam w niej jakieś wepchnięte w kąt ciuchy. Głównie T-shirty ze zdjęciami kapel, o których nigdy nie słyszałam i z paroma, które wydawały się przedpotopowe. I jeszcze kilka swetrów. Zdjęłam z siebie poplamioną krwią bluzkę i włożyłam wyblakły czarny podkoszulek. Po chwili zastanowienia buty zostawiłam na podłodze, tam gdzie leżały.
Na dole Tessa i Will kłócili się w kuchni o sposób, w jaki należy robić tosty. Tessa twierdziła, że trzeba dodać czekoladę.Will odparł, że czekolada będzie zbyt słodka w połączeniu z tostami i szybko się rozpuści. Minęłam ich bez słowa, podeszłam do lodówki i wyciągnęłam karton soku jabłkowego. Nalałam sobie trochę do szklanki i podsunęłam go sprzeczającej się dwójce. Tess nalała sobie soku, a potem oddała karton Willowi.
- A więc? - zaczął chłopak. - Michael cię nie wyrzucił.
- Nie.
- Powinnaś coś wiedzieć o Michaelu - ciągnął Will. – On nie lubi ryzyka. Nie byłem pewien, czy pozwoli ci zostać. Skoro pozwolił, to znaczy, że wyczuł od ciebie jakieś dobre wibracje. Uszanuj to, bo jeśli nie... No, to ja też będę niezadowolony. Jasne?
Tessa obserwowała ich w milczeniu. Wydało mi się, że to dla niej jakieś nowe doświadczenie, przynajmniej jeśli chodzi o milczenie.
- Jest twoim przyjacielem, prawda?
-Tak. Dla niego mógł bym zginąć, ale głupio byłoby akurat tak mu dziękować za to że mnie przyjął pod swój dach. Przyjaźnimy się od zawsze. Michael jest dla mnie jak brat.
Pokiwałam głową i uśmiechnęłam się.
-Z czekoladą.-powiedziałam
- Zdrajczyni - westchnął Will i położył przede mną talerz z tostami z czekoladą.- -No i jak ta Laura wczoraj wieczorem?-zagadnęłam
- Sandra.
- Wszystko jedno. Przecież nie musimy pamiętać jej imienia dłużej niż jeden dzień.-zawtórowała mi Tessa
Will uśmiechnął się lekko znad swoich tostów.
-Jasne. A wracając do randki to byliśmy w kinie, na lodach u niej...
- Hej, nie przy dziecku. Widziałeś kartkę.
- Dziecku? - To zabolało.Postawiłam talerze na blacie Z nieco większą energią niż należało. - Kartkę?
Tessa podała mi złożoną kartkę papieru. Liścik był krótki i słodki i podpisany „Michael". A było w nim, że nie mam osiemnastu lat i ta dwójka ma się mną opiekować, póki będę mieszkała w Domu Smithów.
Miłe.Nie wiedziałam, czy mam się wkurzyć, czy potraktować to jak komplement.
Jednak... wkurzyłam się.
- Nie jestem dzieckiem! - powiedziałam do Willa porywczo. - Jestem tylko jakiś rok młodsza od Tess!
- A dziewczyny o wiele wcześniej dorastają - dodała Tessa z mądrą miną.
- Poważnie - upierałam się. - Nie jestem dzieckiem!
- Jak tam sobie uważasz, mała - stwierdził Will obojętnie.- Wyluzuj. To tylko znaczy, że nie będziesz musiała wysłuchiwać, ile seksu mnie ominęło.
- Powiem Michaelowi - ostrzegła Tessa.
- O tym, ile seksu mnie ominęło? A proszę cię bardzo.
Tessa i ja spiorunowałyśmy go wzrokiem. Uśmiechnął się łobuzersko.
-Dobra. Ja idę grać. Lyssa, idziesz ze mną.?-spytał mnie Will
-Jasne.
Przez resztę dnia siedzieliśmy w salonie na kanapie i graliśmy w gry wideo. Tessa wyszła do pracy, a Michael spał.
Will za każdym razem ze mną wygrywał. W końcu poddałam się, gdy było już ciemno, poszłam do swojego pokoju i czytałam książki. Koło 22, poszłam spać.
Witam.
OdpowiedzUsuńBlog został zgłoszony do katalogu na Rejestrze blogów, jednak zanim zostanie on dodany, prosiłabym o zamieszczenie na blogu linku/buttonu do Rejestru.
Dodatkowo proszę o wybranie jednej kategorii.
Pozdrawiam