Po porannych zajęciach miałam trzy godziny przerwy, więc wzięłam dwie książki i poszłam na dziedziniec poszukać jakiegoś odludnego miejsca. Usiadłam na trawie pod rozłożystym dębem. Było tak spokojnie, że nawet usłyszałam ćwierkanie ptaków. Zaczęłam czytać. Dzień był wprost wspaniały na to, żeby przebywać na świeżym powietrzu. Patrząc na niebo, nie widziało się żadnej chmurki.
Po niespełna półtorej godzinie, ktoś zasłonił mi światło.
Spojrzałam w górę i zobaczyłam tą dziewczynę, która się ze mnie naśmiewała. Spojrzałam jej w oczy pokazując odwagę, której nie czułam.
-Cześć. Jestem Julie Hale. A to moje przyjaciółki Jennifer Bruce i Lexi Drum.- przedstawiła siebie i swoją świtę.
-Cześć. Hm.. Jestem Alyssa Danvers.
-Wiem. Ty jesteś tym cudakiem, które przyszło rok wcześniej. Wszyscy to wiedzą.-odpowiedziała z cierpkim uśmieszkiem.
-Ooo serio.? Nie wiedziałam że jestem aż tak sławna.
-Nie. Jesteś tylko największym dziwadłem w tej szkole.-powiedziała Jennifer po czym wszystkie trzy wybuchły śmiechem i z uśmiechami odeszły w stronę Akademika.
-Nie będę się przejmować.Nie będę.-szepnęłam bliska płaczu.
Więc tu też jestem wyśmiewana. Super. Po prostu świetnie. Wzięłam książki i poszłam do swojego pokoju.
Dopiero tam pozwoliłam sobie na płacz.
Wytarłam oczy i poszłam na lekcje.Przy chemii, zapomniałam o kpinach i docinkach ze strony Wrednych Wiedźm. Na piątej, przedostatniej lekcji, czyli na matematyce, pani Hole wezwała mnie do tablicy. Idąc między ławkami nie zauważyłam wyciągniętej nogi Lexi, przez którą się wywróciłam. Upadłam na twarz.
-Powinnaś uważać jak chodzisz- szepnęła mi słodko do ucha Julie.
Nikt mi nie pomógł. Wstałam, otrzepałam dżinsy i udawałam jakby nic się nie stało. Zadanie chociaż dla większości klasy było trudne, rozwiązałam je bezbłędnie.
Dostałam 5 i mogłam usiąść na miejsce. Omijałam ławki Lexi, Jennifer i Julie. Uśmiechały się do mnie z udawaną słodyczą.
Następnego dnia niechcący ośmieszyłam Julie przy jej przyjaciółkach i przy kilku seksownych facetach ze starszego roku. Nie żeby
to było trudne, przechodziłam obok i usłyszałam, jak Julie mówi, że II wojna światowa to była „głupia chińska wojenka".
Po prostu odruchowo rzuciłam:
- Nieprawda. - Cała grupka rozwalona na kanapach w holu akademika popatrzyła na mnie z takim zdumieniem, jakby automat ze słodyczami nagle się odezwał. Julie, jej przyjaciółki i tych ,ech seksownych facetów z jakiegoś studenckiego bractwa.
- Druga wojna światowa... - zaczęłam. Spanikowana, nie wiedziałam, jak wybrnąć z tej sytuacji. - Znaczy, no... To nie była wojna w Korei. Ta była później. Druga wojna światowa to ta z Niemcami i Japonią. No wiesz, Pearl Harbour?
Faceci popatrzyli na Julie i ryknęli śmiechem, a dziewczyna zarumieniła się - nie za bardzo, ale na tyle,że jej makijaż już nie wydawał się tak perfekcyjny.
- Przypomnij mi, żebym nie kupował od ciebie żadnych esejów z historii – powiedział najseksowniejszy z chłopaków.
- Trzeba być kretynem, żeby tego nie wiedzieć. - Chociaż byłam pewna, że żaden z nich tego nie wiedział. - Chińska wojenka. I co jeszcze?
Dostrzegłam w oczach Juli furię, szybko pokrytą uśmiechem, żarcikami i dalszym flirtem. Jeśli chodzi o facetów, znów zapadłam się w niebyt.
Jeśli chodzi o dziewczyny, byłam tu nowa i zdecydowanie niemile widziana. Zawsze tak było. Bystra, drobniutka, o przeciętnej urodzie, nie mogłam twierdzić, że wygrałam los na loterii życia; ktoś zawsze mnie wyśmiewał,
szturchał albo ignorował, albo wszystko razem. Kiedy byłam dzieckiem,wydawało mi się, że na śmiech, a potem - po przepychankach na szkolnym boisku - na pierwsze miejsce wysunęły się szturchnięcia. Jednak w
czasie mojego (krótkiego, dwuletniego zaledwie) pobytu w szkole średniej ignorowanie okazało się zdecydowanie najgorsze. Dostałam się do liceum o rok wcześniej niż wszyscy pozostali i skończyłam szkołę o rok wcześniej niż
oni. Nikomu się to nie podobało. To znaczy nikomu poza nauczycielami.
Problem polegał na tym, że naprawdę uwielbiałam się uczyć.
Kochałam książki,czytanie,dowiadywanie się różnych rzeczy - dobra, no może niekoniecznie rachunek różniczkowy, ale poza tym to chyba wszystko. Fizykę. Która normalna dziewczyna lubi fizykę? Wyłącznie nienormalne ją lubią. Ale nie bardzo się tym przejmowałam. Kocham to co robię i już. Na drugim piętrze, znajdowały się pralnie. Tego popołudnia, wzięłam to torby brudną bieliznę z zamiarem uprania jej. Zeszłam piętro niżej. W pralni nikogo nie było. Włożyłam rzeczy do bębna, nalałam płynu i wsypałam proszku. Czekając aż się upierze, wyjęłam książkę z historii i zaczęłam czytać. Po jakichś 10 minutach usłyszałam za sobą jakiś hałas.Schowałam książkę i odwróciłam się. Za mną stały Wredne Wiedźmy. Uśmiechały się szyderczo. Julia podeszła bliżej.
- Cześć geniuszku. Nie radziłabym ci tego prać. Te twoje szmaty, tak samo jak ty, nadajecie się do śmieci..Ośmieszyłaś mnie na oczach najseksowniejszych facetów w tej cholernej budzie. Zapłacisz za to suko. -powiedziała, a jej głos wypełniał jad.
Przestraszyłam się i cofnęłam się do tyłu. Zauważyłam że za sobą mam schody. Przełknęłam głośno ślinę. Bałam się.
-Nigdy, przenigdy nie zrobisz tego, prawda.?-zapytała Lexi a jej oczy ciskały w moją stronę błyskawice.
-N.. Nie-jąkałam się próbując się wycofać jak najdalej od nich i od schodów.Niestety, drogę zagrodziła mi szafka na proszki do prania. Czułam, że jestem w pułapce.Spojrzałam na moje oprawczynie, próbując udawać że wcale się nie boję.
-Jesteście porąbane. Zostawcie mnie w spokoju. Ja nic wam nie zrobiłam. Jestem tylko zwykłą siedemnastolatką.-próbowałam się wytłumaczyć.
Jennifer stanęła przede mną i wymierzyła mi policzek. Mocno. Odepchnęłam ją od siebie. Z taką samą siłą, jaką ona mi wymierzyła policzek. W oczach Juli i Jennifer pojawiło się zdziwienie. Tylko spojrzenie Lexi było inne.Zimne,martwe.
-Właśnie mała suko, uderzyłaś moją przyjaciółkę. Zapłacisz mi za to.-wysyczała lodowatym głosem.
Popchnęła mnie całą swoją siłą na schody. Zachwiałam się i runęłam w dół.
Spadałam na dół, uderzając o każdy stopień. . Spadałam, a
u szczytu schodów Julia i Juliowate śmiały się, szyderczo pohukiwały i przybijały sobie piątki, ale widziałam to tylko w niepołączonych ze sobą migawkach, w drgających stop-klatkach.
Miałam wrażenie, że minęła cała wieczność, zanim wylądowałam na samym dole, a potem rąbnęłam głową w ścianę z nieprzyjemnym, mokrym plaśnięciem. Zapadłam się w ciemność.
Później potrafiłam przypomnieć sobie jeszcze tylko, że w tej ciemności rozległ się głos Juli:
- Jutro wieczorem. Dostaniesz za swoje, porąbańcu. Już ja o to zadbam.
Kiedy odzyskałam przytomność, leżałam na łóżku w skrzydle szpitalnym. Lekarz powiedział że na samym dole schodów, z których spadłam, znalazła mnie jakaś dziewczyna z Howard Hall o imieniu Jessica i zadzwoniła po dyrektorkę.Byłam jej za to dozgonnie wdzięczna.
Później poszłam po swoje rzeczy do pralni i wróciłam do swojego obskurnego pokoju. Usiadłam na łóżku. Przemyślałam rozmowę z doktorem Hamiltonem. Lekarz zabandażował mi kostkę,pokręcił głową nad sińcami, dał woreczek z lodem i powiedział że nic nie mam złamane. Wypisał mi zwolnieni z zajęć, dał środki przeciw bólowe i kazał wracać do pokoju.
Wzięłam tabletki, popiłam wodą i położyłam się na łóżku. Myślałam co zrobić. Nie mogłam zostać w akademiku. Ale nadal chciałam chodzić na zajęcia.
Nie pozostawało mi nic innego.
Musiałam wyprowadzić się z Howard Hall. Bałam się. Po prostu się bałam. I byłam przerażona. Jennifer, Lexi i Juli nie chciały mi zrobić krzywdy. One chciały mnie zabić. Kołatały mi się w głowie słowa Julie:"Dostaniesz za swoje, porąbańcu.''Ona nie żartowała. Czułam że jeszcze gorzko pożałuję zadarcia z Julie i Juliowatymi.A zepchnięcie mnie ze schodów, to tylko początek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz