Nazywam się Alyssa Danvers. Mam 17 lat. Mieszkam w Portland z moimi rodzicami. Mam 167cm wzrostu, bardzo ciemne oczy, jasną karnację, długie kruczoczarne włosy i smukłą sylwetkę. Uwielbiam pisać, czytać, słuchać muzyki i jeździć na deskorolce. Jutro wyjeżdżam do Moonvill w Teksasie żeby studiować na uczelni City College. Dostałam się tam o rok wcześniej, pomijając dwa semestry w gimnazjum. W szkole zawsze dostawałam oceny powyżej 5. Przez kolegów i koleżanki z klasy byłam wyśmiewana, za to że byłam kujonem i dobrze się uczyłam.
Będę mieszkać w akademiku żeńskim Howard Hall, wraz z 35 innymi dziewczętami.Rodzice nie byli zadowoleni że chcę aż tak daleko wyjeżdżać, ale w końcu się zgodzili.
Kładąc się spać, myślałam o tym, jak świetnie będę się bawić w Moonvill.
Przetarłam oczy i spojrzałam na zegarek. 6.30. Zerwałam się szybko z łóżka i pobiegłam do łazienki. Umyłam włosy i wzięłam szybki prysznic. Założyłam jasne dżinsy, czarną koszulkę z nadrukiem jakiejś kapeli i czarne trampki. Zrobiłam lekki makijaż i spojrzałam w lustro. Prezentowałam się całkiem nieźle. Wczoraj spakowałam wszystkie ciuchy, trzy pary butów, jedno rodzinne zdjęcie i parę innych rzeczy do średniej wielkości walizki.
Wzięłam plecak ze sobą, ponieważ walizka już była w samochodzie. Zeszłam na dół do kuchni. Pachniało naleśnikami z nutellą. Mniam.
-Cześć kochanie-powiedziała mama gdy weszłam do kuchni.Nalała soku pomarańczowego do szklanki, położyła na talerzy dwa naleśniki i podsunęła mi szklankę i talerz.
-Hej, dzięki.- powiedziałam i zaczęłam jeść.
Po 30 minutach, cała nasza trójka wpakowała się do niebieskiego volkswagena taty. Mama usiadła na miejscu pasażera, tata przy kierownicy a ja z tyłu. Jechaliśmy w milczeniu słuchając starych utworów z czasów rodziców. Po czterech godzinach jazdy, byliśmy na miejscu. Minęliśmy dużą zieloną tablicę, z napisem "Witajcie w Moonvill".Colleg znajdował się na obrzeżach miasta. Gdy zajechaliśmy na parking przed akademikiem, tata wyciągnął moją walizkę z bagażnika, a mama uścisnęła mnie mocno.
-Dzwoń do nas przynajmniej dwa razy w tygodniu.-powiedziała mama bliska płaczu.
Uśmiechnęliśmy się do siebie z tatą. Obydwoje nie znosiliśmy pożegnań.
-Trzymaj się mała- powiedział
-Ty też tato.
Gdy odjechali, ruszyłam w stronę rejestracji. Za szybą siedziała młoda kobieta, która gdy mnie zobaczyła, uśmiechnęła się ciepło.
-Dzień dobry- przywitałam się. Mama zawsze uczyła mnie kultury. Chociaż szkoła, to co innego.
-Cześć kochanie. Przyszłaś w odwiedziny.?
-Nie, jestem tu nowa i jestem na pierwszym roku. Alyssa Danvers.
-Ach, no tak. Piętro trzecie, pokój 203.- powiedziała, podając mi klucz.
-Dziękuję.
Niestety nie było tu windy, więc musiałam sama wtaszczyć walizkę na trzecie piętro. Znalazłam drzwi z napisem 203. Włożyłam klucz do dziurki i przekręciłam. Zamek otworzył się z lekkim trudem. Popchnęłam drzwi i weszłam do środka. Pokój był mały, brązowa farba odłaziła od ścian, a wyposażeniem było wąskie łóżko, mała szafa i szary dywan.
-Dobrze że mam tu tylko spać.- powiedziałam sama do siebie.
Rozpakowałam się i wyciągnęłam plan zajęć. Fizykę miałam z panem Gilbertem, Chemię z panem Rossem,Historię z panną Moore, Matematykę z panią Hole, zajęcia w laboratorium z panią Morgan, no i oczywiście wykłady z profesorem . Trochę tego dużo, ale nie dla mnie. Poszukałam łazienki i nawet się nie zdziwiłam, kiedy się okazało że toaleta była w nie lepszym stanie niż mój pokój i korytarz. Westchnęłam, z irytacją w wzięłam najszybszy prysznic w moim życiu. Później włożyłam moje nowe notatniki i kilka książek do plecaka i wyszłam na popołudniowe zajęcia.
Kwadratowy wybetonowany dziedziniec między budynkiem wydziału architektury a głównym budynkiem nauk ścisłych pełen był studentów w drodze z jednych zajęć na drugie. Szłam szybko przed siebie w stronę budynku nauk ścisłych, ponieważ pierwszą miałam fizykę. Na szczęście to mój ulubiony przedmiot. Kilka par oczu wpatrywało się we mnie ale próbowałam nie zwracać na to uwagi. Były tu rożne typy dzieciaków. Bogaci, biedniejsi, popularni, nie-popularni, samotni, osoby znajdujące się w centrum uwagi, geniusze, i głupki. Ale moją uwagę przykuła tylko jedna grupka. Trzy ładnie wyglądające dziewczyny, modnie ubrane i zalotnie uśmiechnięte. Wokół nich zebrała się grupka fanów. Jedna z nich wyróżniała się pewnością siebie. Reszcie też jej nie brakowało, ale ta dziewczyna była kimś w rodzaju przywódcy. Gdy ona mówiła, nikt nie ośmielił się nawet uśmiechnąć, dopóki ona na to nie pozwoliła.Wyczuła że na nią patrzę i odwróciła się w moją stronę z pogardliwym uśmieszkiem.
-Przedszkole jest gdzie indziej!-krzyknęła a jej świta wybuchła śmiechem.
"Kretynka" pomyślałam i poszłam dalej. Zajęcia minęły mi spokojnie. W przerwie na lunch weszłam do małej kampusowej kafejki. Zamówiłam latte i usiadłam przy osobnym stoliku. Wyciągnęłam mp3, słuchawki i włączyłam muzykę. Popijałam ciepłą kawę i myślałam o mojej przyjaciółce Cornelii, która wyjechała do Nowego Yorku do collegu. Od pewnego czasu nawet nie odpisywała mi na smsy. Poczułam się samotna. Ale ja przecież zawsze byłam samotna. Cornelia była jedyną osobą w gimnazjum z jaką rozmawiałam. Poza nauczycielami. Gdy skończyłam kawę, wyszłam z kafejki na rześkie, teksańskie powietrze. Resztę zajęć spędziłam obserwowana przez innych uczniów. To prawda że byłam najmłodsza w tej szkole, ale nie musieli się tak gapić. po ostatniej lekcji, czyli historii, wróciłam do Howard Hall. Dochodziła już 20:15 gdy zadzwoniłam do rodziców. Opowiedziałam im o zajęciach, nauczycielach, kolegach i koleżankach. Oczywiście zmyśliłam parę rzeczy ale tylko dlatego, że nie chciałam ich martwić. Później zasnęłam. Ale nie śniłam. Ja nigdy nie śnię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz