Najszybciej jak umiałam, spakowałam walizkę, wzięłam plecak i na paluszkach wyszłam z Howard Hall. Niebo jeszcze rozjaśniało się po nocy, gdy szłam środkiem dziedzińca do głównej bramy. Gdy wyszłam poza teren kampusu, szłam ulicą, aż zobaczyłam wielką tablicę informacyjną. Właśnie czegoś takiego szukałam.! Przeleciałam spojrzeniem po ogłoszeniach. Znalazłam trzy, w których było napisane że poszukiwany jest współlokator. Zaczęłam dzwonić. Pierwsza osoba powiedziała mi, że już kogoś znalazła i rozłączyła się, zanim zdążyłam choćby powiedzieć: „Dziękuję". Druga natomiast,okazała się zdziwaczałą starszą panią. Zerwałam połączenie, gdy zaczęła mi opowiadać o swoim piątym kocie.
Spojrzałam jeszcze raz na ostatnie z ogłoszeń. „Trójka współlokatorów szuka czwartego, duży stary dom, prywatność zapewniona, rozsądny czynsz, miła atmosfera." Westchnęłam ciężko i wykręciłam numer. Włączyła się automatyczna sekretarka, a na niej nagranie łagodnego, młodo
brzmiącego kobiecego głosu.
-Dzień dobry, tu Dom Smithów. Jeśli szukasz Michaela, to on w ciągu dnia śpi. Jeśli szukasz Willa, no to powodzenia, bo my nigdy nie wiemy, gdzie, do diabła, właśnie się podziewa...
- W tle zabrzmiał śmiech jeszcze przynajmniej dwóch innych osób. – A jeśli szukasz Tessy, to złapiesz ją pod komórką albo w bibliotece. Ale, hej! Zostaw wiadomość. A jeśli dzwonisz w sprawie pokoju, to zajrzyj do nas. Adres: Lot Street 416.
Prawie godzinę musiałam czekać na taksówkę
.- Umówiłaś się z kimś? - spytał kierowca. Przez okno przyglądała się wystawom: sklepy z używaną odzieżą, antykwariaty z używanymi książkami, sklepy komputerowe. Wszystkie nastawione na studentów.
- Nie - powiedziałam. - Dlaczego pan pyta?
Taksówkarz wzruszył ramionami.
- Zwykle młodzi ludzie umawiają się ze znajomymi. Jeśli szukasz dobrej zabawy...
Zadrżałam.
- Nie. Ja... No tak, umówiłam się z kimś. Proszę, jeśli może się pan pośpieszyć...
Mruknął coś i skręcił w prawo.To miejsce wydawało jej się bardzo dziwne. Nie umiałam określić, skąd dokładnie brało się to wrażenie - budynki wiele się nie zmieniły, ale wyglądały na stare, a na ulicach pojawiało się niewielu ludzi. Chodzili szybko i z opuszczonymi głowami. Nawet kiedy szli dwójkami czy trójkami, nie rozmawiali ze sobą. Gdy przejeżdżała taksówka, ludzie podnosili
wzrok, a potem szybko opuszczali, zupełnie jakby oczekiwali jakiegoś innego samochodu. Jakiś mały chłopiec szedł trzymany za rękę przez matkę, a kiedy taksówka przystanęła na światłach, dziecko pomachało ręką, trochę nieśmiało. Odmachałam mu. Matka chłopczyka, podniosła wzrok zaalarmowana i szybko wprowadziła chłopca do sklepu z używanym sprzętem elektronicznym. Wow, pomyślałam.Wyglądam aż tak strasznie? Może i faktycznie wyglądałam. A może po prostu w Moonvill ludzie bardzo uważali na własne dzieci. Zabawne. Teraz, kiedy o tym pomyślałam, dotarło do mnie, że w tym mieście czegoś brakuje. Ogłoszeń. Widywałam je przez całe życie, ponalepiane na słupach telefonicznych... Ogłoszenia o zagubionych psach, o zaginionych dzieciach czy dorosłych.
A tutaj nic. Nic.
- Lot Street 416. - odezwał się taksówkarz i przyhamował.-Piętnaście pięćdziesiąt
Za pięć minut jazdy?! - pomyślałam zaskoczona, ale zapłaciłam. Gdy odjeżdżał, wystawiłam mu środkowy palec. Policzyłam numery domów i stanęłam przed dużym, starym domem z napisem 416.
- Hej... - odezwał się dziewczęcy głos i ktoś dotknął mojego łokcia. - Hej, co ci się stało.?
Krzyknęłam i podskoczyłam, wylądowałam na skręconej kostce i o mało się nie przewróciłam.
Dziewczyna, która mnie przestraszyła, złapała moje ramię, żebym nie upadła, sama też nieźle przestraszona.
- Przepraszam! Boże, jestem taka niezgraba. Słuchaj nic ci nie jest?
-Nn.. Nie. Dzięki.
Spojrzałam na nią. Miała na sobie ciemne dżinsy, czarną bluzkę z czerwoną czaszką i czarne glany. Miała też lekki makijaż, który nie zakrywał tego, jak bladą miała cerę. Ciemne oczy pasowały do brązowych włosów. Chyba chciała sprawiać wrażenie groźnej, ale jej się nie udało. Wyglądała naprawdę słodko.
- Ja, hm. Okej, słuchaj, przepraszam. To był naprawdę podły dzień. Przyjechałam w sprawie pokoju, ale...
- A, jasne, pokój! - Tessa strzepnęła palcami, jakby zupełnie o tym zapomniała i podskoczyła podekscytowana. - Świetnie! Przyjechałam do domu tylko na przerwę... Wiesz, pracuję w Trouns Grounds, tej bibliotece... A Michaela jeszcze przez jakiś czas nie będzie, ale możesz wejść i obejrzeć dom, jeśli masz ochotę. Nie wiem, czy jest Will, ale...
- Nie wiem, czy powinnam...
- Powinnaś. Totalnie powinnaś. - Tessa przewróciła oczami.
- Nie uwierzyłabyś, jacy pogięci ludzie usiłują się do nas wcisnąć. Powaga. Wariaci. Jesteś pierwszą normalną osobą, jaka się pojawiła. Michael skopałby mi tyłek, gdybym cię stąd wypuściła, nie próbując przynajmniej się z tobą potargować.
- Jasne - usłyszałam własne słowa. - Bardzo chętnie.
- Chodź ze mną. - A potem w podskokach wbiegła na werandę domu stylizowanego na gotyk Południa i otworzyła drzwi.
Wewnątrz dom wydawał się stary, ale nie zapuszczony, podniszczony i tyle, uznałam . Tu i ówdzie przydałoby się pomalować, także fotele z kutego żelaza na werandzie dobrze by było odświeżyć. Frontowe drzwi miały dwa skrzydła, a nad nimi witrażową szybę.
- Hey! - wrzasnęła Tessa i rzuciła moją torbę i plecak na stojący w holu stolik, swoją torbę cisnęła obok, klucze wrzuciła do wyglądającej na zabytkową porcelanową misę. -Śpiochy! Mamy tu Świeżaka.!
Na pierwszy rzut oka nic nie robiło niesamowitego wrażenia. Mnóstwo drewna, czysto i bezpretensjonalnie. Meble nieco podniszczone, jakby miały już za sobą ładny kawał życia. Pachniało cynamonowym środkiem do ich czyszczenia i... Spaghetti?
- Yo! - znów krzyknęła Tessa i pomaszerowała holem. Widać było z niego większy pokój. Z tego co dostrzegałam, stały tam skórzane kanapy i regały na książki, zupełnie jak w normalnym domu. Może tak się właśnie mieszka poza kampusem. Jeśli tak, byłby to spory krok naprzód po mieszkaniu w akademiku. - Will, pachnie mi spaghetti, wiem, że tu jesteś! Ściągnij wreszcie słuchawki z uszu!
Niezłe spaghetti, sądząc po zapachu. Z... czosnkiem?
Zrobiłam kilka niepewnych kroków w głąb holu. Buty Tess załomotały w jakimś innym pokoju, może w kuchni. Dom wydawał się bardzo cichy. Nic nie wyskakiwało z kątów, żeby napędzić mi stracha, więc z wahaniem ostrożnie ruszyłam przed siebie, krok za krokiem, aż do wielkiego salonu.
Na kanapie rozwalał się jakiś facet - tak, jak tylko faceci potrafią się rozwalać na kanapie. Ziewnął, mierzwiąc sobie włosy na głowie. Kiedy otworzyłam usta - sama nie wiedziałam, czy po to, żeby się przywitać, czy żeby zacząć wołać o pomoc - zaskoczył mnie i uciszył, uśmiechając się do mnie i przykładając palec do ust.
- Hej - szepnął. - Jestem Will. Co tam? - Parę razy zamrugał, a potem, nie zmieniając wyrazu twarzy, dodał: - O ja cię, niezła śliwa. Boli, nie?
Pokiwałam głową. Will zdjął nogi z kanapy i usiadł, nie spuszczając ze mnie wzroku, opierając łokcie na kolanach. Miał czarne, nierówno wycieniowane włosy.Osiemnaście lat? Spory facet. Dość wysoki, żebym poczuła się jeszcze
bardziej miniaturowa niż zwykle. Wydało mi się, że oczy ma też brązowe, ale nie ośmieliłam się patrzeć w nie dłużej niż przez ułamek sekundy.
- Pewnie teraz powiesz mi, że ta druga laska wygląda gorzej? - spytał Will.
Pokręciłam głową, a potem skrzywiłam się, bo jeszcze bardziej mnie zabolało.
- Nie, ja... Hm. Skąd wiedziałaś, że to...?
- Laska? Proste. Przy twoim wzroście, gdyby takiego sińca
zostawił ci facet, wylądowałabyś w szpitalu. No więc, co się stało? Nie wyglądasz, jakbyś lubiła szukać guza.
Pomyślałam, że powinnam się obrazić, ale, szczerze mówiąc, wszystko zaczynało mi się wydawać jakimś dziwnym snem. Może po prostu jeszcze się z niego nie obudziłam. Może leżę w śpiączce w szpitalnym łóżku,a Will jest tylko wytworem mojej bujnej wyobraźni.
-Jestem Alyssa- przedstawiłam się u posłałam mu ciepły uśmiech -Cześć.
Wskazał mi ręką skórzaną bufę. Usiadłam z ulgą i zaczęłam machać nogami. Poczułam się jak w domu.
-Masz na coś ochotę.?-Spytał chłopak- Może na Colę? Spaghetti.? Kurs samoobrony.?
-Colę-powiedziałam- I spaghetti.
-Dobry wybór. Sam je robiłem.-zsunął się z kanapy i poszedł do kuchni, gdzie chwilę wcześniej znikła Tessa. Po chwili, pojawiła się dziewczyna, niosąc tacę z colą, miseczką, widelcem i woreczkiem z lodem.Ustawiła tacę na stoliku do kawy i przesunęła stolik kolanem w moją stronę
- Najpierw lód - zakomenderowała. - Nigdy nie wiadomo, co Will doda do sosu. Możesz zacząć się bać.
Will skierował się w stronę kanapy i rozwalił się na niej, popijając jakiś napój z puszki. Tessa rzuciła mu zirytowane spojrzenie.
- Stary, dzięki, że i dla mnie przyniosłeś. -powiedziała i po chwili dodała . - Pacan.
- Nie wiedziałem, czy masz ochotę posypać sobie spaghetti proszkiem z zombie, czy czymś innym. O ile w tym tygodniu w ogóle jadasz.
- Kretyn! Ty, jedz ,ja sobie zaraz przyniosę.
Wzięłam widelec i ostrożnie spróbowałam potrawy, która okazała się gęsta, pikantna, z dużą ilością mięsa i czosnku. Pyszna. Przyzwyczaiłam się już do stołówkowego jedzenia, a to było...Wow. Inne. Will przyglądał się mi z uniesionymi brwiami, a ja pałaszowałam z apetytem.
- Dobre - mruknęłam. Zasalutował mi leniwym gestem.
Kiedy opchnęłam już połowę miseczki, Tess wróciła z tacą, którą postawiła na drugiej połowie stolika do kawy. Usiadła na podłodze, skrzyżowała nogi i zabrała się do jedzenia.
- Nie najgorsze - powiedziała wreszcie. - Tym razem nie dodałeś Super Sosu.
- Zrobiłem dla siebie - sprostował Will. - Stoi w lodówce z nalepką „Zagrożenie życia", więc nie jęcz, jeśli sobie poparzysz język. Gdzie znalazłaś tego bezpańskiego kotka?
- Przed domem. Przyszła w sprawie pokoju.
- I najpierw ją pobiłaś, żeby sprawdzić, czy jest dość odporna?
- A ugryź się chłoptasiu!
- Nie zwracaj uwagi na Tessę - powiedział Will. - Ona nie cierpi pracować w ciągu dnia. Boi się, że się opali.
- A Will po prostu nie cierpi pracować, kropka. No to jak ci na imię?
Już otwierałam usta, ale Will mnie ubiegł, najwyraźniej zadowolony, że ma przewagę nad współlokatorką.
- Alyssa. A co, nawet nie zapytałaś? I to jakaś dziewczyna ją pobiła. Pewnie któraś małpa z akademika. Wiesz, co to za miejsce.
Wymienili spojrzenia. Tessa znów zwróciła się do mnie.
-To prawda? Pobiły cię w akademiku? - Pokiwałam głową, szybko wpychając jedzenie do ust, żeby nie musieć za dużo mówić.
- No cóż, totalna padaka.- Znów pokiwała głową.-Nic dziwnego, że szukasz pokoju.
-Hm..Tak. Ale..ja już nie chcę tam wracać.
-Dlaczego nie.?-spytał Will- Ktoś nadal ma ochotę ci dowalić?
- Tak - przyznałam i spojrzałam w miseczkę, gdzie zostało już niewiele klusków i sosu. - Chyba tak. Ale nie chodzi tylko o nią. Ona ma... przyjaciółki. A ja... nie. To miejsce zresztą w ogóle jest... No cóż, dziwne.
- Znam to - powiedziała Tessa. - Och, wiem, co to znaczy mieszkać z dziwakami.
Will udał, że ciska w nią piłką. Ona udała, że się uchyla.
- O której wstanie Michael?
Will znów udał, że w nią rzuca.
- Do diabła,Tess, pojęcia nie mam. Uwielbiam tego faceta ale czy ja go pilnuję? Idź, zapukaj do jego pokoju i spytaj. Ja pójdę się szykować.
- Szykować do czego? - spytała dziewczyna. - Chyba nie zamierzasz znów wyjść?
- Zamierzam, owszem. Idę do kina. Na imię ma Sandra, jeśli chcesz znać więcej szczegółów, to będziesz musiała ściągnąć całe wideo jak wszyscy. - Will wstał z
kanapy i podszedł w stronę szerokich schodów. - To na razie, Alyssa.
- Zaraz, moment! Uważasz, że Lyssa może u nas zostać czy nie?
Will machnął ręką.
- Ludzie, jak sobie chcecie. Jeśli o mnie chodzi, nie ma sprawy. - Rzucił w moją stronę szybkie spojrzenie i słodki uśmiech, a potem wbiegł po schodach. Poruszał się jak sportowiec. Był całkiem przystojny.
- Faceci - westchnęła Tessa. - Fajnie byłoby mieć tu jeszcze jakąś dziewczynę. Oni są wszyscy tacy sami. „Nieważne", a potem, kiedy trzeba posprzątać dom albo pozmywać naczynia, zamieniają się w duchy. Nie żebyś musiała tu zostać pokojówką. Znaczy... Trzeba się tylko na nich drzeć, póki nie zrobią tego, co
do nich należy, bo inaczej wejdą ci na głowę. Dziewczyna podniosła się z podłogi, wzięła woreczek z lodem ze stolika i przyłożyła do mojego oka.
-I jak teraz.?-spytała
-Lepiej.-I to była prawda - Hm, chyba powinnam zapytać... W sprawie tego pokoju...
- No cóż, najpierw musisz poznać Michaela i on musi się zgodzić, ale Michael jest słodki, naprawdę.Aha, ten dom należy do niego. Zdaje się, że jego rodzice wyprowadzili się i zostawili mu dom ze trzy lata temu. Jest ode mnie jakieś pół roku starszy. Wszyscy mamy mniej więcej po osiemnaście lat. Michael jest najstarszy.
- Sypia w ciągu dnia?
- Tak. Znaczy sama lubię przespać dzień, ale jemu to już zupełnie odwaliło. Raz go nazwałam duchem, bo on naprawdę nie lubi wstawać przed zachodem. Ale go tym nie rozbawiłam.
- A jesteś pewna, że nie jest wampirem? - spytałam- Widziałam różne filmy. Można się wystraszyć. - Chciałam, żeby to zabrzmiało jak żart, ale Tess się nie uśmiechnęła.
- Och, w miarę pewna. Na przykład je chilli Willa, które, Bóg świadkiem, ma w sobie więcej czosnku niż trzeba, żeby wysadzić z dziesięciu Drakuli. A raz zmusiłam go, żeby wypił wodę święconą.- Tess pociągnęła duży łyk coli.
- Ty... co? Do czego go zmusiłaś?!
- No co.? Dziewczyna musi przecież uważać, a już zwłaszcza tutaj. - Musiałam zrobić głupią minę, bo dziewczyna znów przewróciła oczami.Zauważyłam już, że to jedna z jej ulubionych min. - No, rozumiesz. W Moonvill.
- Nie rozumiem.
- Ty nie wiesz? Jak to możliwe, że nie wiesz? - Tessa odstawiła puszkę i przyklękła na kolanach, łokcie opierając na stoliku do kawy. Minę miała poważną. A oczy bladoniebieskie, ze złotawymi obwódkami wokół tęczówek. - W Moonville roi się od wampirów.
Wybuchłam śmiechem.
Ale Tessa nie. Nadal się we mnie wpatrywała.
- Hm... Żartujesz, prawda?
- Ile osób co rok ukończy tutejszy uniwersytet?
- To dziwna uczelnia, prawie wszyscy się stąd przenoszą...
- Wszyscy wyjeżdżają. A przynajmniej znikają, prawda? Nie wierzę, że tego nie wiesz. Nikt ci nie powiedział, o co biega, zanim się tu wprowadziłaś? Posłuchaj, wampiry rządzą tym miastem. To one tu dowodzą. A ty albo się z tym godzisz, albo nie. Jeśli dla nich pracujesz, to udajesz, że ich tu nie ma, że nie istnieją, a kiedy coś się dzieje, odwracasz wzrok w inną stronę. I wtedy twoja rodzina jest ulgowo traktowana. Jesteś Chroniona.
Na początku jej nie wierzyłam, ale jej mina i spojrzenie, były szczere. Wierzyłam jej. Niespodziewanie ziewnęłam. Tessa się roześmiała.
- Powiedzmy, że to była bajka na dobranoc - powiedziała. - Chodź, zaprowadzę cię do pokoju. W najgorszym razie poleżysz przez chwilę, lód podziała, a potem sobie pójdziesz. Albo, hej, może obudzisz się i zdecydujesz, że jednak chcesz pogadać z Michaelem. Twój wybór.
Najpierw poszłyśmy do kuchni, gdzie umyłyśmy naczynia, a ja wzięłam środki przeciwbólowe, które popiłam wodą, później weszłyśmy na górę.
Kroki Tessy stłumił gruby, staroświecki chodnik, cały czerwony, ułożony na środku jasnego, błyszczącego parkietu. W korytarzu było sześć par drzwi. Kiedy je mijały, Tessa wymieniała:
- Duża łazienka . - Przy pierwszych drzwiach. - Michael. - Przy drugich. - To też jego. To podwójna sypialnia. - Przy trzecich: -Will . - Przy czwartych: - Druga łazienka jest na dole. To wyjście awaryjne, w razie gdyby Will przez godzinę nakładał sobie żel na włosy, czy coś...
- A ugryź się! - wrzasnął Will zza zamkniętych drzwi. Tessa uderzyła w nie pięścią i poprowadziła mnie do ostatnich dwóch par drzwi. - Tu jest mój pokój. Twój na samym końcu. Kiedy otworzyłam drzwi na oścież, osłupiałam. Po pierwsze, pokój był wielki. Prawie dwa razy większy niż mój pokój w akademiku. Po drugie, był narożny z dwoma wielkimi oknami, w tej chwili dokładnie zasłoniętymi zasłonami. Łóżko to wcale nie było jakieś akademikowe wyrko, tylko duży sprężynowy materac na solidnej drewnianej skrzyni. Pod jedną ze ścian stała komoda dość duża, żeby pomieścić, no cóż, ze cztery czy pięć razy tyle ubrań, ile posiadałam w całym życiu. Do tego szafa. Do tego...
- To telewizor? - spytałam słabym głosem.
-Tak. Satelita. Ale musiałabyś się dorzucić do rachunku albo wystawić go z pokoju.Mamy też Internet. Tam jest gniazdko. Powinnam cię jednak uprzedzić, że tutaj monitoruje się wchodzenie do sieci. Musisz uważać, co piszesz i do kogo.
- Tessa położyła torbę i plecak na komodzie. - Nie musisz się decydować od razu. Chyba powinnaś najpierw odpocząć.
- Podeszła ze mną do łóżka i pomogła mi zdjąć narzutę, a kiedy już usiadłam i zdjęłam buty,otuliła mnie kołdrą całkiem jak matka - Kiedy się obudzisz,
Michael pewnie będzie na nogach. Ja muszę wracać do pracy, ale to nic nie szkodzi. Naprawdę.
Uśmiechnęłam się do niej, nieco nieprzytomnie, środek przeciwbólowy zaczynał działać. Znów przeszedł mnie dreszcz.
- Dzięki Tess - powiedziałam – To jest… Super
- Wygląda na to , ze przyda ci się dziś nieco takiego „super”. – Dziewczyna wzruszyła ramionami i posłała mi śliczny uśmiech – Śpij smacznie. I nie martw się, wampiry się tu nie dostana. Ten dom ma Ochronę.
Kiedy Tessa wyszła z pokoju i zamknęła za sobą drzwi, przez parę chwil jeszcze się nad tym zastanawiałam, a potem moje myśli odpłynęły do miękkiej poduszki, tego, jak mi dobrze, i jaka świeża w dotyku jest pościel… Usłyszałam szepty. Ale to nie były ludzkie szepty. One dochodziły z wnętrza ścian. Tak jakby dom coś do mnie szeptał. Ale jeszcze nie wiedziałam co.
Potem widziałam tylko ciemność. I słyszałam tylko ciszę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz