"Nie rozumiem facetów. Najpierw są mili, uprzejmi, czarujący, później pokazują swe prawdziwe oblicze. Albo Cię ignorują. To jest jeszcze gorsze. Nie ma nic okropniejszego niż obojętność. Zimny mur między wami.Uwierz,dasz sobie radę bez faceta."- to jeden z moich ulubionych cytatów.
Przeczytałam wiele książek w swoim życiu. Jestem cholernym molem książkowym. No i co z tego.? Każdy ma swoje hobby. A to jest moje. Uwielbiam zapadać się w inny świat, nierealny, piękniejszy, bezpieczniejszy. W tym świecie nikt Cię nie skrzywdzi. Nikt Cię nie zrani. Bo to Ty dyktujesz swoje prawa. Ty tu rządzisz. Może ktoś powie że to nieprawda, że to strata czasu. Ale ja tak nie myślę. Książki są moimi drzwiami do wymarzonego świata. A tam, czeka na mnie mój idealny książe z bajki. Nikt mi nie rozkazuje. Sama decyduję o własnym losie. W moich rękach leży moje przeznaczenie.
Zerknęłam na wyświetlacz telefonu. 14.06. Cholerra.!!! Spóźnię się na popołudniowe zajęcia.!! Najszybciej jak umiałam włożyłam ciuchy i pokuśtykałam na dół. Gdy stanęłam w drzwiach salonu, Will spojrzał na mnie tak, jakby zobaczył ducha.
-O niee, nie ma mowy..Mike prędzej by mnie zabił.- powiedział, po czym szybko wybiegł na korytarz, zamknął drzwi wejściowe na klucz, po czym schował go w kieszeni spodni.
-Chyba żartujesz. Ja mam zajęcia.!-spojrzałam na niego z furią.
-Ee, nie. Dziś i przez resztę tygodnia masz wolne. A tak poza tym, zerwałem z Sandrą.
-Coo.? - nie wiem co mnie bardziej zaskoczyło. To że nie mogę iść na zajęcia, czy to że zerwał z dziewczyną, z którą był hm..jeden dzień.!!
-To co słyszałaś. Ty nie wychodzisz z domu a ja jestem singlem i twoją osobistą niańką. Mam nakaz opiekowania się tobą 24h na dobę- powiedział po czym wyszczerzył się jak idiota.
-Nie ma mowy.!!!
-Nie podobam ci się.?-zapytał z miną smutnego szczeniaka.
-Nie.-odpowiedziałam, chociaż bardzo chciałam powiedzieć "Tak.!"
-Hm.. No to masz pecha. Od dziś jestem twoim osobistym aniołem stróżem.
-Chyba cię powaliło.!-teraz to naprawdę się wkurzyłam. Nie potrzebowałam żadnego cholernego faceta na głowie. Jakbym miała mało problemów.
-Możliwe. Radzę się przyzwyczaić.
-Pieprz się.!!!-krzyknęłam rozdrażniona.
Wyszłam najszybciej jak mogłam, ale i tak usłyszałam jego słowa:"Nawet nie wiesz jak bardzo bym chciał." Zaczerwieniłam się jak burak i poszłam do salonu. Włączyłam telewizor i podgłosiłam na maxa. Akurat leciała jakaś piosenka o dwójce zakochanych, którzy próbują udawać że im na sobie nie zależy. Ehh... Moje życie wygląda jakbym je wzięła z jakiegoś kiczowatego romansu dla nastolatek. A na dodatek ten kretyn przylazł tu za mną, zabrał mi pilota i ściszył piosenkę.
-Ja tego słuchałam- powiedziałam oburzona.
-Wiem, ale chcę pogadać.
-No to m..- nie dokończyłam bo przycisnął swoje wargi do moich, zaskoczona oddałam pocałunek.
-Nic nie czujesz.?-powiedział odsuwając się lekko by spojrzeć mi w oczy.
-Nie..-odpowiedziałam.
Jego wargi były ciepłe i gwałtowne. Poczułam się jakby w moim brzuchu wybuchł rój motyli.
-Teraz.?-spytał.
Pokręciłam przecząco głową. Nie chciałam mu się tak łatwo poddać.
Całował mnie dopóki nie zabrakło nam tchu. Cholera, czy on we wszystkim musi być taki boski..?!!
Wyprostował się, szeroko otworzył oczy i popatrzył na mnie zdziwiony.
-Ja to naprawdę zrobiłem??
-Taak..-powiedziałam z wahaniem.
-No to Michael mnie zabije, a co mi tam.-powiedział po czym znów się do mnie przysunął. Bardzo blisko. Czekałam na kolejny pocałunek, lecz Will tylko się we mnie wpatrywał.
-Spodobało ci się.-To było raczej stwierdzenie niż pytanie, ale i tak odpowiedziałam że nie.
-To czemu oddawałaś pocałunki.?
-Bo jesteś boski..- spłonęłam rumieńcem.-Czy ja to powiedziałam na głos..?
-Tak.
Przysunął się jeszcze bliżej. Czułam jego słodki oddech na twarzy. Przyglądał mi się z dziwnym błyskiem w oku.
-Jesteś dla mnie prawdziwą zagadką Alysso Danvers.-powiedział niskim głosem.
-Ja.? Zagadką.? Chyba żartujesz.
- Zjawiasz się nagle i mącisz mi w głowie. Całą noc przez ciebie nie przespałem.
Taa, jasne. Pewnie mówi tak pierwszej lepszej.
-Mówię całkiem poważnie. Jesteś..jak dar z niebios dla grzesznika.
Nie dał mi odpowiedzieć. Całował mnie tak, jakby miał mnie stracić.
Może znałam go krótko, ale zakochałam się.
Ruchy jego języka były delikatne i słodkie. Badał nim wewnętrzną część mych ust.
Niektórzy myślą że to obrzydliwe, ja też tak myślałam. Aż do teraz.
Ale nie chcę wyjść na taką łatwą. Odepchnęłam go lekko. Zarumienił się całkiem ładnie. Uśmiechnęłam się lekko.
-Nie chcę wyjść na pierwszą lepszą..
-Ale ty nie jesteś żadna "pierwsza lepsza". Rozumiesz.? Jesteś inna. I właśnie o to chodzi. Każda dziewczyna, jaką poznałem starała się mnie zdobyć różnymi sposobami. Niektóre z nich były bardzo hmm..niesmaczne. Ale ty.. Ty tego nie robisz. Nie jesteś też dla mnie jakąś tam trudną zdobyczą. Jesteś czymś całkiem nowym. Lepszym. Jesteś nieśmiała,słodka i niewinna. Nie arogancka, wredna i egoistyczna tak jak reszta dziewczyn. Jak anioł. Alysso, jesteś moim własnym aniołem zbawienia. Popełniłem w życiu wiele głupot, których żałuję. Lecz przy tobie, chcę być inny. Lepszy. Wiem że znamy się bardzo krótko, ale odkąd Cię zobaczyłem, nie mogę o tobie zapomnieć. Zakochałem się w tobie.
Wow, to chyba najdłuższa wypowiedź, jaką kiedykolwiek od kogoś usłyszałam.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc tylko patrzyłam mu w oczy. Przy pierwszym spotkaniu myślałam że są brązowe. Myliłam się. Teraz miały kolor płynnego złota. Dziwne. Naprawdę myślałam że są brązowe. Może to przez świetlówki... Moje rozmyślania przerwał brzęk otwieranego zamka. Szybko odskoczyłam od Willa i usiadłam na fotelu Michaela. W drzwiach salonu stanęła Tessa. Obok niej leżały torby z logo supermarketu, wypełnione po brzegi.
-Cześć-powiedziała, nieświadoma tego, co kilka minut wcześnie zdarzyło się między mną a chłopakiem, który siedział na kanapie.
Gdy na niego spojrzałam, spłonął jeszcze większym rumieńcem. Tessa to dostrzegła, ale tylko puściła mi oczko. Uśmiechnęłam się do niej radośnie.
-Heej, duże zakupy.- wymruczałam.
Wzruszyła tylko ramionami i wmaszerowała z torbami do kuchni.
Ruszyłam za nią. Przechodząc obok Willa, wywróciłabym się, ale on w samą porę mnie złapał.
-O północy u ciebie.-szepnął mi na ucho, po czym postawił mnie na ziemi.
Szybko wparowałam do kuchni, w chwili gdy moja współlokatorka skończyła rozpakowywać zakupy.
-Co będzie na obiad.?-spytałam.
-Burrito.
-Mmm.. pomóc ci.?
-Jasne- odpowiedziała dziewczyna.
Zabrałyśmy się do gotowania. Szło to nam całkiem sprawnie, więc skończyłyśmy po jakichś 45 minutach.
-Czy mi się wydaje czy coś zaszło między tobą a naszym własnym łowcą zombie.?
-Czy mi się wydaje, czy ty kochasz Michaela.?- odbiłam piłeczkę.
-Sk... skąd wiesz.?
-Trudno nie zauważyć.-powiedziałam z łobuzerskim uśmiechem.
-No dobra Sherlocku, to prawda. Ale nikomu nie mów.! A wracając do tematu, tobie podoba się Will i na odwrót.
-Tak jest, kapitanie.- może to głupie, ale zasalutowałam.
-No nieźle. -westchnęła Tessa.
Wniosłyśmy talerze, widelce i puszki coli do salonu. Oczywiście Will i Michael grali w gry wideo. Przerwali gdy weszłyśmy. Will spoglądał na mnie raz po raz się czerwieniąc, co rozśmieszyło Tessę. A Michael, on patrzył na moją przyjaciółkę z miną zakochanego szczeniaka. No ładnie. On się w niej buja.!
Hm.. Trzeba im pomóc. Gdy położyłyśmy wszystko na stole, "przez przypadek" lekko popchnęłam Tessę na Michaela. Obydwoje wylądowali na podłodze. Dziewczyna na chłopaku. Ledwo powstrzymywałam śmiech. Chwyciłam Willa za rękę i wyprowadziłam z kuchni mówiąc że zapomniałam serwetek. Gdy znaleźliśmy się sami,Will patrzył na mnie osłupiały. Powiedziałam cichutko
-No co się tak patrzysz.? Trzeba było im pomóc.
-O kurczę..
-Nie domyślałeś się.? To widać na pierwszy rzut oka że oni na siebie lecą. Dosłownie- powiedziałam z ironicznym uśmieszkiem.
Pięć minut później wróciliśmy do salonu. Tessa siedziała Michaelowi na kolanach, miała czerwone i obrzmiałe od pocałunków usta. Wyglądali razem naprawdę pięknie.
Po obiedzie chłopaki zmywali naczynia. W tym samym czasie moja przyjaciółka opowiadała mi o moim mały psikusie. Myślałam że będzie zła, ale była przeszczęśliwa. Gdy chłopcy weszli do salonu, uśmiechałyśmy się jak dwie idiotki. Ale to było dobre. Potrzebne nam obu. O godzinie 22:55, każdy poszedł do swojego pokoju. Najszybciej jak potrafiłam wzięłam prysznic i wskoczyłam w długą koszulę z napisem "Zemsta jest słodka''. Wlazłam pod kołdrę i czekałam. Minutę później usłyszałam ciche pukanie. Do środka wsunęła się głowa z burzą ciemnych nierówno ostrzyżonych loków. Gestem zaprosiłam go do środka. Zawahał się przez chwilę, po czym zamknął drzwi na klucz od wewnątrz. Popatrzyłam na niego zdziwiona.
-Nie chcesz wiedzieć.-powiedział tylko.
Usiadł przy mnie na łóżku i pocałował mnie lekko w nos. Zaśmiałam się cicho.
Później zaczęliśmy się całować. Długo. Głęboko. Namiętnie. Will wsunął mi rękę pod bluzkę i zaczął gładzić mnie po płaskim brzuchu. Znieruchomiałam. Oczywiście że tego chciałam, ale nie teraz. Nie byłam jeszcze gotowa. Chłopak chyba zrozumiał o co mi chodzi bo tylko pokręcił głową i uśmiechnął się ciepło.
-Nie zrobię nic wbrew twojej woli. To ty zdecydujesz, kiedy będziesz gotowa.
Uśmiechnęłam się szeroko. Zaczęliśmy rozmawiać. Dużo rozmawiać. Dowiedzieliśmy się o sobie wiele rzeczy. Później poszliśmy spać. Nie w tym sensie, że się ze sobą przespaliśmy. Nie. Przytuliliśmy się do siebie i zasnęliśmy.
Nie mogłam oddychać. Dławiłam się. Rozejrzałam się wokół, ale było ciemno. Wyczułam ruch obok siebie. Skierowałam głowę w tamtą stronę. Przed moją twarzą pojawiła się para czerwonych oczu. Przestraszyłam się. To były ludzkie oczy.! Ale ludzkie oczy nie mogą być koloru rdzy.! Poczułam na skórze śmierdzący i świszczący oddech. Był zimny i taki nienaturalny, jak te oczy. Nagle w moją szyję wbiły się dwa ostre kolce. Poczułam coś lepkiego i ciepłego na skórze. Krew. Moją krew.! Zabrzmiał dudniący śmiech, a po nim słowa:
"Nie walcz ze mną Alysso. Czekałem na Ciebie zbyt długo. Całe wieki." Później była już tylko pustka.